Chrystus
Nie skarżę się, mój Ojcze, nie skarżę się, mój Panie,
I żeś dał sercu memu to smutne miłowanie.
 
Nie skarżę się, mój Ojcze, że tak samotnie chodzę,
Żem się już wielce znużył na tej ciernistej drodze.
 
Obchodzę chaty z wieścią: "zbliża się, z łaski nieba".
A ludzie mówią: "Z Bogiem..." I dają kromkę chleba.
 
Czyli są słowa moje tak bardzo niepojęte?
Nie widzą, że się zbliża Królestwo Twoje święte.
 
Nie widzą, że niebiosa rozwarły się narodom,
Nie wierzą, choć im prawdę z radością i z pogodą...
 
Lecz się nie skarżę, Panie, że tak strapiony chodzę,
Że nie ma, nie ma kresu ciernistej mojej drodze.
 
Ptaszkowie mają gniazdka i liszki mają schowy,
I tylko Syn Człowieczy nie ma gdzie skłonić głowy.
 
Lecz to nie skarga, Panie... Spraw jen w bliskim cudzie,
Iżby mnie zrozumieli ci dobrzy, cisi ludzie.