| Koszmar |
| Siedziałam sama w mrocznym
pokoju Otulona płaszczem ciemności Wsłuchana w szepty ciszy spokoju Wczuwając się w śpiew niezwykłości I nagle ciszę mą najczarniejszą Rozerwał huk ostry bolesny Coś rozszarpało chmurkę najmniejszą Wdarło się w świat mój bezkresny Złotożółty piorun przeciął ciemne niebo Sięgając na dół ku ziemi Tworząc coś na niej jak czerwoną kredą Postrach ludzi co życiu są wierni Słyszałam wiele dźwięków zza ona mojego Ktoś krzyczał ktoś płakał słyszała trzask płomieni Lecz najwięcej było dźwięku okropnego Dźwięku jakby uderzających o blachę kamieni Lecz nagle hałas ustał i wszystko zniknęło Cisza i ciemność wróciły okrutne I tylko moje okno posoka spłynęło I oczy me z radosnych zmieniły się w smutne Krwiste potoki płynęły po szybie Patrzyłam na nie jakby w hipnozie Dotknęło mnie coś co na mnie od zawsze dybie Abym odpłynęła ze świata w szalonym polocie Lecz wtedy oczy me smutne otwieram Gapię się w ciemność tuż przed mą twarzą Już się z myślami mimy nie spieram Przyjmuję chwile tak jak się zdarzą Nie chcę już wracać do snów mych okrutnych Już się obudziłam koszmar się skończył Choć nie pozbędę się nigdy mych oczy tak smutnych Na zawsze zostaną Przez sen |