***
Czasem smutna kropla błękitu
Spada z nieba na ziemię
Rozbija się o parapet
Na tysiące myśli
Walczących o pierwszeństwo
Potem rodzą się w naszych głowach
Gdy patrzymy
Jak wróbel wybiera ziarno
Z karmnika
Czasem jednak
Przychodzą całkiem niezauważone
Gdy kosimy trawnik sąsiada
Albo łapczywie łyżką
Wybieramy ziemniaki z zupy
Nie dają nam wtedy do zrozumienia
Że staliśmy się
Ułamkiem wieczności słów
Jak błękit żywych