| *** |
|
Czasem smutna kropla błękitu Spada z nieba na ziemię Rozbija się o parapet Na tysiące myśli Walczących o pierwszeństwo Potem rodzą się w naszych głowach Gdy patrzymy Jak wróbel wybiera ziarno Z karmnika Czasem jednak Przychodzą całkiem niezauważone Gdy kosimy trawnik sąsiada Albo łapczywie łyżką Wybieramy ziemniaki z zupy Nie dają nam wtedy do zrozumienia Że staliśmy się Ułamkiem wieczności słów Jak błękit żywych |