| tam, gdzie mama |
|
Tam.
Tam, gdzie mama płacze wieczorami. Tam. Tam. Tam, gdzie spowiada się pralce z nas. Tam. Tam. Tam, gdzie litanie odmawia grzesząc. Tam właśnie. Chodźmy tam. Tam właśnie. Zostawmy na poobiednim kuchennym stole niedojedzone żale i niedopity ból. Odłóżmy na miejsce nie poskładane myśli wygniecione pretensje i przybrudzony gniew. I chodźmy tam właśnie, gdzie mama. Tam. tam, gdzie jeszcze wczoraj straszyły pająki. Tam. Tam. Tam, gdzie żołnierze mieli bunkier strzelniczy. Tam. Tam. Tam gdzie latem pierzyna zrzucała śnieg. Tam właśnie. Chodźmy tam. Tam właśnie, gdzie mama. Weźmy ze sobą okraszone zakalcem bez lukrowanej posypki blade kocham. Zabierzmy zaśmieconą latami szczerość. Nie zapomnijmy o siatce z zakupami. I chodźmy właśnie tam. Tam. Tam, gdzie mama płacze wieczorami. Tam, gdzie On. Gdzie ja. Gdzie ja? |