Upajanie duszy
Nie jestem modliszką
Co pochłania swe ofiary łapczywie
Nie karmię się żywym istnieniem
Nie zamierzam zabrać Twej duszy
Bo ona jest głębią Ciebie
Choć znacznie pokancerowana przez życie
I przeorana pasmem trosk codziennych
Nadal jest piękna i wrażliwa
Jak motylek trzepocący na wietrze
 
Dotknąć Twej duszy
To jak sięgnąć do skarbnicy
Pełnej westchnień pragnień i marzeń
Chciałoby się w niej schować i ukradkiem upajać
Jak wybornym winem bez liku
Smakować i upajać
Tylko czy wypada
Czy można nie pytając wcale
Nasycać się aż do granic
Korzystać i żłopać bez końca
A potem odchodzić jak od żłobu
 
Jestem gatunkiem pijanicy
Który zaczerpnąwszy pierwszego łyka
Rozkoszą kusi własne pragnienie
Po jednej kropelce
W rytm walca i w takcie miarowym
Z ogromną lubością i czułością
A potem całymi chałstami
Tak łapczywie i zachłannie
Jakby nasycić się nie dało
 
Pragnę rozgrzewać Twoją piękną duszę
I wypełniać ją aż po brzegi
Wrocław, 15.09.2002