| |
|
|
|
opowiadania |
|
|
| |
|
|
| ewa |
|
Biała róża |
13 stycznia
2003 |
|
|
|
|
|
|
|
Jest sama wciąż sama, nie
potrafi wstać i być tam gdzie powinna...
Wciąż bardziej obca i samotna, wciąż gdzieś dalej i dalej...
Jest jak powietrze a jednocześnie pragnie być kim ważnym...
Widziałam ją wciąż łzy spływają jej po policzku wciąż oczy są
smutne.
Spojrzałam na nią z czułością i ciepłem uciekła daleko do
swojej samotni.
Samotnia stała się jej azylem, miejscem gdzie nikt jej nie
skrzywdzi, gdzie sama spojrzy na siebie. Nagle dotknęła
swojego mokrego policzka i znów zaczęła płakać coraz
bardziej... Czy już jej nikt nie pomoże czy musi być ciągle
tam sama...
Samotność to jej drugie imię... co ma zrobić, żeby znów mogła
cieszyć się z każdego dnia z każdej chwili życia swojego...
Widzę ja teraz przygląda się samej sobie w lustrze
wspomnień...
Brakuje jej wiary i siły - siły w samą siebie - dlaczego ją
straciła?
Przecież zawsze wiedziała, że da rade, że walka z samą sobą
jest najważniejsza. Dlaczego już nie potrafi odrzucić tego co
boli i niszczy ją powoli dlaczego wciąż chce uciec...
Jest daleko ale jednocześnie blisko gdzieś gdzie potrafi z
ukrycia spojrzeć na otaczający ją świat.
Wychyliła się ze swojej samotni miała nadzieje, że uda jej się
wyjść całkowicie i będzie głośno wołać
- jestem tu i tęsknie
za światem... Krzyknęła raz cicho spróbowała jeszcze raz ale
nikt nie usłyszał jej... Deszcz łez pozostał jej wróciła do
samotni, zamknęła drzwi, pozamykała szczelnie okna - spojrzała
na ampułkę pomyślała - czemu by nie...
Chciała zasnąć, nigdy już nie obudzić się, wciąż łez kilka
pozostało w niej...
Połknęła jedną, drugą, trzecią... dalej nie widziałam -
osunęła się na łóżko - zamknęła oczy- czyżby na zawsze... |
| |
|
|
|
|
Cała w bieli cała na drodze jasności.... Widzi tylko blask
sama nie wie co za ciepło przeszywa jej ciało... pragnie go
coraz bardziej, uśmiecha się... Czyżby ta światłość była jej
pisana...
Wolnym krokiem podąża za promieniami, szepcze - gdzie jestem,
Boże mój gdzie jestem...
Jej uśmiech jest coraz piękniejszy a oczy coraz bardziej
lśnią... Zapytała - czy to już, czy już mogę tu zostać -
zastać na zawsze...
Jednak nie usłyszała nic - tylko nucenie Anioła... Stała po
środku bieli i czerni - co ma zrobić co zrobić by usłyszeć
jakiś głos... Rozgląda się jest róża pokryta cierniem chwyta
po nią ale nie może jej mieć...
Nagle anielskie chóry rozbrzmiewają Psalm Miłości -
Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym
nie miał, stałem się jako miedź brząkająca albo cymbał
brzmiący. I choćbym miał proroctwo i wiedziałbym wszystkie
tajemnice i wszelką umiejętność, i choćbym miał wszystką
wiarę, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
niczem nie jest.
Zaśpiewała z nimi Psalm pozwolili jej zabrać ze sobą różę -
dostała nową drogę życia, drogę miłości
i wiary, dostała tak
wiele czy będzie potrafiła nią pójść...
Jest teraz sama i śpi... Czy ranek pozwoli jej być szczęśliwą,
czy wiara da jej nadzieje
a miłość ciepło i zrozumienie.... |
| |
|
|
|
|
Tego nie wie nikt ani ja ani Ty a w szczególności Ona... |
|
|
|
|
|
|
|
|