strona główna Klasycy Poezja internautów Czytelnia SZUFLADA Wieczór jednego wiersza

     
opowiadania
     
Monahi_Theos Marta i Roman czyli "zielone" pojęcie

24 grudnia 2002

  

...siedzieli naprzeciw siebie, patrząc sobie głęboko w oczy.
Wydawać by się mogło, że utonęli w sobie nawzajem, że każde słowo mogło by zmącić harmonie, która niby świetlisty obłok wypełniać poczęła tą niewielka przestrzeń miedzy nimi, która ich jeszcze dzieliła.
Marta poczęła głębiej oddychać, jakby każdym tchnieniem chciała przekazać coraz to więcej elementów swej miłości ku Romanowi. Któreś tam z kolei niebo swą świetliście rozdartą sferą otwierało się przed nią.... Nic, wydawało się jej, nie było w stanie zmącić tego głębokiego szczęścia, które jak condone sinewy, defiantly, ale sarcasm przenikliwy apache ogarniało ich sera, ciała, myśli i pragnienia... Siedzieli w zupełnej ciszy, w którą niby srebrne i złote nici utkane w welon, upiększał i wzbogacał szmer fontanny w ogrodzie, i muskający ich rozpromienione miłością twarze, oddech ziołami pachnącego, ledwie wyczuwalnego, letniego wiatru. Pachniało lawendą i miętą, rumiankiem i świeżo skoszoną trawą leżącą równiutkimi pokosami na gęstym niby zamsz trawniku. Prowincja latem była tak cudowna!!!
Pomyślała: - Dobrze, ze tu przyjechaliśmy! Taka jestem szczęśliwa!
...I trwać by tak mogło może nawet bez końca, gdyby nie to, że kąciki ust Romana poczęły prawie niedostrzegalnie drgać, poruszając się naprzemian raz ku górze a raz ku dołowi, nie wiedząc czy mają ułożyć usta w uśmiech czy może wyrazić smutek. Marta odkryła również leciutkie pulsowanie w policzkach Romana świadczące o wysokim napięciu.
Chcąc jakoś rozładować sytuację, pomóc przywrócić mężowi ten błogi spokój
Zapytała:
- O czym myślisz?
- O niczym - odparł Roman.
- Czy naprawdę sądzisz, że można myśleć - o niczym - zapytała prowokująco,
żałując jeszcze przed zakończeniem swego pytania tego, że je wogóle zadała.
Marcie wydawało się że twarz Romana skamieniała i wszystka radosna niefrasobliwość uleciała z niej jak stado przestraszonych czymś ptaków, ze ogniki w jego oczach dodające im tyle uroku zamieniły się w małe błyskawice, które wydawały się być ciskane w jej kierunku.... Jeszcze tylko zdążyło przelecieć przez jej świadomość ciche, ale jakże rozpaczliwe - O Boże!, podczas gdy Roman jakby od niechcenia ale z naciskiem i jakąś dziwna twardością i desperacja w swym głosie powiedział: - Wiesz, ta sytuacja między nami.... Stała się zarówno dla mnie jak również i dla ciebie nie do zniesienia!... Dłużej tak już nie mogę! Nie mogę być spokojny! Zżera mnie pewien problem, wiec postanowiłem z nim skończyć! Skończyć! Skończyć, rozumiesz??! Wiesz, walnę prosto i bez ogródek:...

     

... I tu, lawina tysiąca pytań z jeszcze przed chwilą niebotycznej góry szczęścia
potoczyła się z łoskotem na trzepocącą się w sobie niby ptak w zbyt małej klatce Martę....(!!!)
- O Jezu!! Co ja zrobiłam!!??
- Boże!! Dlaczego!!?? A ja go tak kocham!!! On nawet nie przypuszcza jak bardzo!!
- Czy tym moim - głupim pytaniem - mogłam doprowadzić go do takiej desperacji?
- Może on znalazł sobie po prostu inną? Młodszą? Ładniejszą?.... Wiem, zawsze lubił
i nie taił tego, być w towarzystwie innych ludzi... Co mowie??? Ludzi???
Kobiet!!!! Może go któraś perfidnie omotała? Dziwka jakaś!! Szlag by ją trafił!
- I za czyje to grzechy ja tak Cierpię!!?? Boże, mój Boże!! Co ja mu takiego złego zrobiłam?
To już zapytać mi go o nic nie wolno?...

     

.... Roman ciągnął z niezmiennym naciskiem swą wypowiedź....
Wszystko co mówił sprowadzało się w rozkojarzonej świadomości Marty do bla, bla, bla - Bla, bla...(!)
Siedziała naprzeciw męża nie rozumiejąc nic! Dosłownie nic więcej do niej nie docierało! Rana w jej sercu wydawała się ziać czarną czeluścią powstałą po wyrwaniu jeszcze przed chwilą rosnącego w nim drzewa szczęścia i miłości.
Wpatrywała się tylko w jego usta wyrzucające z siebie niby wulkan rozżarzoną lawę, słowa, których nawet nie usiłowała połączyć w jakąś sensowna wypowiedź...
Zbyt wielki był ból i rozczarowanie!! Jedno tylko słowo kołatało się niczym bicie młotem w jej głowie: KONIEC!!
Dwie gorące łzy niby powoli zsuwające się paciorki porannej rosy po leśnej pajęczynie, potoczyły się po jej policzkach! Była zrozpaczona.
Jej niebieskie oczy, w których tak cudownie odbijało się bezchmurne niebo stały się lśniące jeszcze bardziej niż zwykle wypełniając się raz po raz łzami, które nieprzerwanie napływały... Wciąż i wciąż... Marta, niby w letargu, siedziała cala odrętwiała, nie mogąc zrobić ani powiedzieć poprostu nic! Mnogość jej myśli i ich skłębienie przypominały mrowisko po wetknięciu w nie kija. Z owego letargu – zbudziło- ja dopiero lekkie dotkniecie jej ramienia przez Romana, który z frasobliwą nuta w głosie spytał:
-Marta, co ci jest? Słuchałaś o czym mówiłem? Nie cieszysz się?
- (?????)
- Mowie przecież: Koniec!!!! Rzucam palenie!!!! :-)

  

 powrót-czytelnia

       

góra

  

Publikowane teksty są własnością ich autorów. Powielanie, kopiowanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.

Copyright © 2002-2003  www.wyspyszczesliwe.pl  Wszelkie prawa zastrzeżone

• strona istnieje od 01.06.2002 • optymalizowana dla IE 5.0+ • zalecana rozdzielczość 1280x1024 •