| |
|
|
|
opowiadania |
|
|
| |
|
|
|
Andrzej Borecki |
|
Muzyka |
15 sierpnia
2004 |
|
|
|
|
|
|
|
Dostałem prezent. Miły,
gdyż nieoczekiwany. Ot - płyta kompaktowa z "muzyką dla
duszy". Włożona
w kieszeń kurtki czeka na zaistnienie. Otulona szczelnie
w folię, nie może doczekać się kiedy pozbawię ją
przezroczystego ubrania. Nie znosi bezruchu. Jej żywioł
to wirowanie. Tylko wtedy może pokazać co potrafi.
Wziąłem ją na przetrzymanie. Poczekaj, jeszcze trochę
poczekaj. Było by profanacją wrzucić cię do odtwarzacza
tak bez przygotowania. Muszę się odpowiednio nastroić,
powyciszać rozbiegane myśli. Powyłączać telefony,
pozamykać drzwi i okna, odgrodzić od zewnętrznego
świata. Wtedy będziesz moja, tylko moja. Celebruję z
rozmysłem wszystkie czynności. Przygotowuję arenę
kontemplacji. Teraz już czuję, że nadszedł odpowiedni
moment, że możesz zaistnieć. Ostrożnie, z namaszczeniem
biorę cię do ręki. Delikatnie pozbawiam dziewictwa,
przezroczystego etui, które gwarantuje, że nikt inny nie
sprofanował cię swym dotykiem. Otwieram pudełko i
pierwszy raz mogę spojrzeć na twe nagie ciało. Srebrzysz
się delikatnie w promieniach słońca, rzucasz w oczy
świetlne zajączki. Dostrzegam drobny tatuaż - "dla
twojej duszy". Tak, tylko dla mojej. Nie mógłbym dzielić
się kochanką z kimś innym. Pieszczotliwie ręką gładzę
twój brzeg. Odwlekam w nieskończoność chwilę spełnienia.
Pozbawiam cię wreszcie ostatniej części garderoby i
kładę ostrożnie w kieszeń odtwarzacza. Nakładam
słuchawki.
To przez nie możesz się ze mną komunikować. Przesłać
całą swą zawartość zapisaną w postaci zer
i jedynek. Rozluźniony wyciągam się na kanapie. Teraz
twój ruch. Możesz pokazać co potrafisz. |
|
|
|
|
|
Cichy szum morza wycisza
i relaksuje. Przymykam powieki. Czuję powiew słonej
bryzy na czole. Przyjemnie chłodzi wprowadzając jeszcze
większe rozluźnienie. Wtem do mózgu dociera nowy sygnał.
Tak znajomy, tak rozpoznawalny. Czuję całym sobą co to
jest. Zestrajam się z tym rytmem, rytmem serca. Powoli
niknie realność pokoju, słuchawek, mojego fizycznego
ego. Jestem myślą, energią dla której nie ma granic i
barier. Jeszcze nie przyzwyczajony do nowej formy,
wystrzeliwuję co trochę
w innym kierunku. Kalejdoskop obrazów, dźwięków,
przeróżnych odczuć. Zwariowana karuzela przyprawiająca o
skurcz żołądka. Powoli się uczę. Obrazy trwają dłużej,
jeszcze dłużej. Wreszcie pełna kontrola. Ze zdziwieniem
obserwuję swoje ciało leżące pode mną. Czy naprawdę tak
wyglądam? Lustrzane odbicie zupełnie nie przypomina
obrazu jaki widzę w dole. A właściwie widziałem. Gdyż
nagle wszystko wypełniają kolory. Czyste, wyraziste,
pulsujące w rytm dzwonów dochodzących skądś do środka
mojego jestestwa. Sam jestem kolorem. Każdym z osobna i
wszystkimi naraz. Płynę kolorem, płynę myślą zostawiając
za sobą złotą, roziskrzoną nić. Czuję? Słyszę? Jestem
szumem wód płodowych tego niezwykłego przedstawienia.
Barwy przenikają mnie. Każda niesie nową wiadomość, nową
informację.
Ach - dotrzeć tak do centrum, skąd pochodzą. Pochłonąć
od razu, zachłysnąć wiedzą, jaką niosą. Lecz złota
pępowina trzyma mnie w miejscu, nie daje zbliżyć do
źródła prawdy. Niedosyt. Chcę więcej, chcę dużo więcej,
chcę wszystko ! Rzucam się, wiruję skrząc kolorami
tęczy. Nic z tego. Nagle nowy sygnał. Odległe bicie
bębnów wprowadza nową wibrację. Barwy pastelowieją,
blakną, znikają. Nić ciągnie mnie do tyłu. Szybciej,
coraz szybciej. Drżę cały. Przyzwyczajam się na nowo do
swojego ciała. Roziskrzony wzrok błądzi wolno po
ścianach pokoju. Muzyka cichnie. Ostatni akord strun
harfy pieczętuje przeżycia. Chwila bezruchu, zadumy,
odprężenia. |
|
|
|
|
|
Zwalniasz swe obroty,
zatrzymujesz bieg. Cisza, która zapadła jest tak bardzo
wymowna. Nie będę jej przerywał. Do jutra. Spotkamy się
znowu. |
|
|
|
|
|
|
|
|