|
|
|
|
|
opowiadania |
|
|
| |
|
|
|
sabrdżin |
|
Kabała |
22 marca 2004 |
|
|
|
|
|
|
|
|
Dwie postacie o
zróżnicowanym wzroście stoją na krawężniku, ruchy mają
chybotliwe, balansują pomiędzy ulicą a chodnikiem, jak w
ulicznym teatrze. Rozmawiają.
Wyższa postać trzyma pod pachą białą, tekturową teczkę.
- Tato... która litera w alfabecie jest najważniejsza? -
pyta mały.
- Jak to, nie wiesz? Czego cię uczą w szkole? - oburza
się duży.
- W szkole mówią, że “a” ale ja im nie wierzę, ty mi
powiedz, proszę...
- Daj mi spokój, w domu spytasz matki.
- Ale tatooo...
- Dociekliwość małego nasila się wprost proporcjonalnie
do zniecierpliwienia dużego.
- Dobrze już, dobrze, powiem ci: dobrze cię uczą w
szkole, “A” jest najważniejsze. Wystarczy?
- Małemu nie wystarcza.
- Ale dlaczego “a”? Pooowiedz.
- Dlatego, bo to jest ostatnia litera.
Duży wyjmuje paczkę Marlboro i wyszarpuje z niej
papierosa. Na twarzy małego rysuje się zamęt,
oczy i usta przybierają koliste kształty.
- Ale... ale.. - Zamęt narasta. Papieros płonie, z ust
dużego bucha dym, małemu wydaje się, że ojciec
w ten sposób wytwarza chmury, że kontroluje pogodę, ale
nie tak jak kontrolują Rosjanie, używając aparatów
jonizujących powietrze w dowolnej części świata, a może
nawet wszechświata, nie tak, ojciec
w oczach małego jest bogiem burzy, bogiem deszczu i
bogiem słońca w jednym - trzema w jednym, świętą triadą
meteorologicznych i astronomicznych mocy, których używa
wedle swojej woli. Mały wspomina chwile, gdy ojciec
mówił do matki, biorąc od niej papierosa: “ Daj, ściągnę
sobie chmurę”.
Zaraz potem na niebie pokazywało się słońce.
- A mamusia mówiła, że “a” jest pierwsze....- drąży
nieletni badacz.
- W takim razie twoja matka bredzi -ripostuje duży.
- Dobra, opowiem ci dokładnie jak to jest z tym
alfabetem, a ty słuchaj uważnie, i nie przerywaj, tylko
słuchaj i zapamiętuj, ta wiedza niechybnie przyda ci się
w życiu.
- Mały zastyga wpatrzony w świetlistą głowę ojca, a
ojciec jest gniewny.
- I co ci mówiłem, człowieku, czy ty nic nie rozumiesz?
Miałeś słuchać, a nie gapić się we mnie jak sroka
w kość.
- Przepraszam tato mamrocze skruszony mały i dla odmiany
kieruje spojrzenie na stojący nieopodal klasztor oo.
Dominikanów. Duży rozpoczyna wykład.
- Jest tak: “A” jest najważniejsze, to wiesz, ale to ci
nie wystarcza, chcesz wiedzieć więcej, znacznie więcej,
więcej i bardziej, więcej oraz intensywniej, pożądasz
wiedzy głęboko uzasadnionej, pytasz: dlaczego...?
- Dlaczego “A” a nie na przykład “B” ?
Otóż ja ci powiem dlaczego.
- Oczy małego płoną, klasztor oo. Dominikanów jaśnieje w
popołudniowym słońcu, za moment dokona się nauczanie, w
Krakowie, na ulicy Stolarskiej.
- Jest tak: Gdzie teraz patrzysz?
- Na kościół tato - odpowiada mały lekko dygocąc z
ciekawości albo ze strachu.
- A jak myślisz, po co jest ten kościół? Po jaką chole...
Duży gryzie się w język i chrząka.
- Dlaczego, właśnie, dlaczego stoi tu ten kościół?
Wiesz?
- Wiem tato. Zakonnica na religii powiedziała, że tam
mieszka Bóg i że jak coś źle zrobimy to On to i tak
wszystko widzi, nawet jak nikt nie widzi, i że kościół
to jest takie ziemskie obserwatorium Boga z jednej
strony, a z drugiej, budka telefoniczna, z której można
do Niego zadzwonić, bo modlitwa jest taką jakby rozmową
telefoniczną z Bogiem, tyle że z zakłóceniami, bo ja
nigdy nie słyszę co do mnie mówi Bóg, ale za to słyszę
zakonnicę, która mówi, że nawet jak ja nie słyszę to nic
nie szkodzi, bo Bóg słyszy za mnie
i to wystarczy. |
|
|
- Dobra, wystarczy,
widzę że kojarzysz. Teraz spytam cię o sprawę
najważniejszą, więc uważaj.
- Wiesz ile liter ma słowo “ Bóg “ ?
- Wiem tato: słowo “ Bóg “ ma trzy litery.
- No właśnie. I to jest najważniejsze, a nie jakaś tam
budka astronomiczna, tylko to.
Wiesz dlaczego? - Mały nie wie. Duży, mówi teraz z nieco
homoseksualną manierą.
- Ponieważ są trzy osoby boskie Bóg Ojciec, Syn Boży i
Duch Święty, ale nie tylko dlatego
- I co dalej tato, co dalej? - Kwili mały. Duży powoli
wchodzi w trans.
- Trzy w jednym. Jesteś jeszcze za mały żeby to
zrozumieć, ale kiedyś zrozumiesz.
- Mały rozumie doskonale, duży kontynuuje wchodzenie w
trans.
- A ile liter ma słowo “Raj” ? Też trzy. A wiesz
dlaczego? Raj pochodzi od Boga, więc musi mieć trzy
litery, tak jak Bóg.
- Naprawdę?
- Naprawdę. A wiesz co to jest raj? - Mały otwiera usta,
ale duży go ubiega i odpowiada sam sobie i do końca
wątku mówi już wyłącznie sam sobie, jak gdyby nie był
ojcem małego, lecz ojcem kościoła.
- Raj to jest miejsce, w którym każdy chciałby być.
- Nawet ty, tato?
- Tak.
- I mama?
- Tak.
- I zakonnica?
- Zwłaszcza zakonnica. My wszyscy. Wszyscy ludzie.
- A Bóg też?
- Nie, Bóg nie chce być w raju, bo Bóg już jest w raju,
a nikt nie chce być tam gdzie jest. Jak ktoś już jest w
raju, to nie jest w raju, dlatego Adam zjadł to cholerne
jabłko, chciał być w raju, czyli tam gdzie się jada
jabłka, i zerwał, to znaczy Ewa zerwała, i podała
Adamowi, ale o kobietach na razie nie mówię,
a zresztą, jakby nie chciał to by nie jadł. W każdym
razie, to dzięki niemu możemy sobie teraz rwać do woli,
i przyrządzać jak kto chce, czy to w polewie
czekoladowej, czy to pieczone z cukrem, czy tarte, albo
jak kto woli: zapieczone w cieście, zmieszane z
marchewką, możemy podawać jako surówkę, jako deser,
a w co biedniejszych rodzinach, jako danie główne.
Jesteśmy tam gdzie chciał być Adaś, a chcemy być tam
skąd się wyniósł, rzygamy już tymi jego jabłkami. Nie
podporządkował się rajskiemu jadłospisowi, nie
wystarczało mu boskie menu, chciał innowacji smakowych,
no to teraz mamy.
W tym momencie mały pomyślał o swoim ulubionym daniu - o
jabłkach z truskawkami – i zadrżał na myśl, że
mogłoby nie być jabłek z truskawkami.
- Tatooo, a truskawki?
- Co truskawki?
- Też były zakazane?
- Nie, truskawki jedli w raju bez przerwy, odżywiali się
głównie truskawkami, ponieważ nie spożywali mięsa,
pochłaniali tony truskawek i popijali je winem, jak
Rzymianie.
Wiesz co to Rzymianie?
- Nie wiem, tato.
- Nie ważne. Jak już się najedli i napili, wtedy
przychodził do nich Bóg, i ich chwalił, że tak ładnie
jedzą i piją. I tak to było, aż do przykrego zdarzenia z
jabłkiem, o którym ci właśnie opowiedziałem. Ale do
rzeczy. Domyślasz się już, dlaczego “ A” jest
najważniejsze?
- Mały przecząco kiwa głową.
- No pomyśl, wysil odrobinę tę mózgownicę, przecież
chyba jasno powiedziałem, no spróbuj, synek. Duży po raz
pierwszy nawiązuje do swojego ojcostwa. Mały próbuje
intensywnie myśleć, stara się z całych sił, nie chce
zawieźć ojca, który pokłada nadzieję w jego –
niepospolitej przecież - inteligencji. Tak powstaje
myśl.
- “A” pochodzi od Boga? - Duży nie ukrywa dumy. Rozgląda
się po okolicy z twarzą rozjaśnioną uśmiechem. Głaszcze
małego po głowie.
- Tak synku, ”A”, podobnie jak raj, pochodzi od Niego.
Twój tatuś wiele myślał, naprawdę wiele myślał
i wymyślił, rozszyfrował ten boski kalambur.
- Tatooo ?
- Słucham cię synku.
- A dlaczego powiedziałeś, że “A” jest ostatnią literą?
Czy Bóg odwrócił alfabet?
- Duży spojrzał na małego tak, jakby widział go po raz
pierwszy. Westchnął: “ Boże...”
- Boże... zapomnij o alfabecie, “A” nie jest ostatnią
literą w alfabecie, “A” jest ostatnią literą w raju...
- Mały jednak wciąż czegoś nie rozumiał.
- Ale przecież “A” jest w środku “raju”, a nie na końcu.
- Na twarzy dużego widać lekkie ożywienie.
- Właśnie, widzę że nieuchronnie nadchodzi chwila, w
której dowiesz się prawdy, w której to chwili odsłoni ci
się część boskiego planu, ta część, którą twój ojciec
odkrył przed tobą i właśnie teraz ci ją objawi. Wiedz,
że mimo, iż masz dopiero osiem lat, jesteś już prawie
dorosły. Mały chwieje się na krawężniku, traci równowagę
i opiera prawą stopę na kostce brukowej.
- Gdzie na świecie są trzy litery, a wśród tych trzech
liter jest “A” upragnione? Wygłasza duży, ekstatycznym
tonem kaznodziei, i nie czekając na odpowiedź, ciągnie
dalej.
- Gdzie jest trójca wcielona?
- Gdzie jest raj nasz naziemny?
- Gdzie “A” jest na końcu?
- Gdzie niemożliwe staje się możliwym?
- Gdzie mamy kierować nadzieje nasze i kroki?
- Gdzie zło nie ma dostępu?
- Gdzie przyszłość nasza świetlana?
- Dziecko, rozumiesz już? - Łzy napływają do oczu
dużego, mały wtula się w ojca - rozumie doskonale.
Przechodzą na drugą stronę ulicy. Duży wachluje się
tekturową teczką, jest lekka, zawiera tylko papier. Dwie
postacie wchodzą do budynku ambasady amerykańskiej,
niedaleko klasztor oo. Dominikanów jaśnieje w pełnym
słońcu, niebo jest bezchmurne. Pasiasta flaga łopoce na
wietrze, na ulicy Stolarskiej,
w Krakowie. W USA trwa noc i widać gwiazdy. |
|
|
|
|
|
|
|
Kraków 16. 03. 2004 |
|
|
|
|
|