|
|
|
1 i 2
listopada,
dni w szczególny sposób poświęcone pamięci zmarłych
w
naturalny sposób wkomponowały się w rok kalendarzowy.
Przyroda zapada w sen, zdaje się zamierać, nostalgia ogarnia ludzi.
Przemijanie jest
wszechobecne – dotyczy wszystkiego, co żyje, a nawet
przedmiotów. Jest procesem powolnym, lecz nieodwołalnym.
Kiedy umiera starsza osoba, ludzie mówią: “zmarła ta stara,
kulawa z naszego bloku”, a przecież to zmarła piękna młoda
dziewczyna, która traciła powoli siły
i młodość poświęcając się
dzieciom i rodzinie. Dlaczego tej dziewczyny nie opłakiwano, kiedy
przeminęło jej piękno, wdzięk... jej siły?
Tak przemijamy kilka razy w ciągu swojego życia, a inni przyjmują to
ze spokojem. Dopiero
to ostatnie odejście wzbudza zainteresowanie.
Śmierć
jest jednoznacznie postrzegana jako zło. A przecież jest Bożym zamysłem,
jak i całe nasze życie. Czy jest złem, czy tylko logiczną
konsekwencją daru życia, który trudno człowiekowi pojąć?
Jakim byłby świat bez śmierci? Czy ludzie byliby szczęśliwi, czy też
zapadłby zupełny marazm? Przecież to właśnie poczucie przemijania,
choć przykre, mobilizuje do działania. Czy to jest pochwała śmierci?
Nie... to pochwała życia, takiego... jakim jest.
To
właśnie życie wspominamy nad grobami bliskich.
“Wieczne odpoczywanie....” – co to znaczy?
Jednocześnie mówimy: “Świętych obcowanie...” Dlaczego więc
zwracamy się
do zmarłych patrząc w czeluści mogiły? Może winniśmy patrzeć w
niebo,
a grób jest nam potrzebny jako punkt odniesienia do wieczności?
Może więc w te dni więcej uwagi skupić na relacji dusz, niż na
wyborze koloru wstążki do kwiatów...
Może te dni nie mają służyć zmarłym, a nam – do tego, żeby
odnaleźć swoje miejsce zarówno w życiu, jak i w wieczności...
Pomódlmy się więc za siebie – takich, jacy już przeminęliśmy,
i za następne etapy podróży przez wieczność. |
|